MATERIAŁ ŹRÓDŁOWY
Najważniejszym elementem całego procesu jest materiał źródłowy. Wszak z pustego i Salomon nie naleje, a jak nie będzie czego tłumaczyć, to nic nie zostanie przetłumaczone 😉. Czasami samo ustalenie tego, czy materiał istnieje, może stanowić nie lada wyzwanie. Dynamicznie generowane strony internetowe to tylko czubek tej góry lodowej – często przychodzi nam się mierzyć z różnego rodzaju schematami XML, markdownem, JSONami, dziesiątkami własnych formatów wymyślanych na potrzeby AI i nie tylko. Tłumaczenie musi pojawić się w takim miejscu i formacie, w jakim jest potrzebne – nikt nie przeprojektuje całego procesu tylko dlatego, że tłumacz nie odróżnia sterowników od kierowców.
Ale sam materiał to jedno, a jego postać – to drugie. Bo tłumaczymy nie tylko dokumenty otrzymane w najbardziej oczywistej formie – papierowej albo elektronicznej w standardowych formatach plików, takich jak *.DOC czy *.PDF – ale również w tej mniej oczywistej, jak prezentacje w formacie *.PPT, materiały wideo czy… zdjęcia. Tak, zdarzyło nam się otrzymać jako materiał źródłowy zdjęcie dokumentu położonego na kanapie (skąd wiemy, że na kanapie? Bo zmieściła się w kadrze 😉). Czy nas to jakkolwiek zniechęciło? Oczywiście, że nie! W REDDO nie boimy się wyzwań, nie tylko tych tłumaczeniowych 😉.
PRZYGOTOWANIE DO TŁUMACZENIA
O ile w przypadku dokumentów źródłowych w postaci edytowalnej (jak wspomniane pliki *.DOC) sprawa jest dość prosta, bo zawarty w nich tekst praktycznie od razu jest gotowy do dalszej pracy, o tyle inne formaty plików wymagają odpowiedniego przygotowania, a im dalej od pliku tekstowego – tym więcej czasu i pracy wymaga ich dostosowanie. Na pliki graficzne czeka OCR, na materiały wideo – czujne ucho osoby dokonującej transkrypcji (czyli zapisu mowy w postaci tekstu).
Gdy żmudny proces wyłuskiwania treści wymagającej tłumaczenia dobiegnie już końca, zaczyna dziać się magia. I to dosłownie, bo w naszym wewnętrznym slangu kolejny etap przygotowania tekstu do tłumaczenia nazywamy… czarami 😉.
Jako że magia to wiedza tajemna, nie możemy zbyt wiele zdradzić na temat naszych sztuczek. Ale możemy zagwarantować, że dzięki nim do tłumaczenia przekazujemy tylko to, co wymaga uwagi i unikalnych kompetencji tłumacza. Nie odciągamy ekspertów od pracy, każąc im oddzielać ziarno od plew i szukać tego, co de facto wymaga tłumaczenia. Nam pozwala to zaoszczędzić czas, a klientowi – pieniądze. I wilk syty, i owca cała!
WYBÓR TŁUMACZA
Stara prawda ludowa mówi: jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego. W świecie tłumaczeń (i nie tylko) oznacza to, że nie da się być biegłym w każdej dziedzinie. Dlatego słowo-klucz w tej branży to specjalizacja. Bo oprócz świetnej znajomości obu języków – źródłowego i docelowego – do poprawnego przetłumaczenia tekstu konieczna jest znajomość i zrozumienie tematyki, której ów tekst dotyczy.
Znawca technologii produkcji okien zespolonych niekoniecznie będzie obeznany z etiologią kardiomiopatii takotsubo albo zagadnieniem jedno- i dwuniciowych pęknięć nici DNA; ekspert grafolog raczej nie miał styczności z łyszczykiem uranowym czy generatorem molibdenowo-technetowym; zaś specjalista w dziedzinie miękkiej litografii mógł nigdy nie słyszeć o konosamencie morskim i wskaźniku EBITDA. Jeśli nie jest się obeznanym z daną tematyką i powiązaną terminologią w języku ojczystym, to znajomość języka obcego automagicznie tego nie zmieni. I tak jak księgowi nie wykonują zabiegów chirurgicznych, a przedstawiciele handlowi nie rozstrzygają sporów sądowych, tak tłumacz nie powinien tłumaczyć wszystkiego. Dotyczy to również tłumaczy przysięgłych.
Każdy, kto porusza się w swojej codziennej pracy w środowisku branżowym doskonale wie, że nie ma już „czystych” specjalizacji. Branże się przenikają i uzupełniają, specjalista od produkcji na skalę laboratoryjną musi nie tylko rozumieć różnicę między kolbą a reaktorem, ale też wiedzieć gdzie szukać wytycznych regulacyjnych i jaka jest hierarchia obowiązywania przepisów ustawowych, rozporządzenia krajowego, dyrektywy czy rozporządzenia unijnego. Budując elektrownię fotowoltaiczną trzeba z jednej strony wiedzieć czym jest PZO, ale również odróżniać organ właściwy od narządów i ekspozycji tych narządów na czynniki szkodliwe.
Na tym zbiegu wielu specjalizacji najlepiej widać, co oznacza dla nas „added value”: REDDO to wewnętrzny zespół tłumaczy specjalizujących się w różnych dziedzinach – niektórzy posiadają wyższe wykształcenie w zakresie nauk ścisłych, a nawet doświadczenie w pracy badawczej. Są wśród nas medycy z doświadczeniem klinicznym, specjaliści od badań klinicznych, prawnicy i farmaceuci. Dzięki temu do każdego projektu możemy dobrać odpowiedniego specjalistę, który bez problemu odróżni bonds od stocks albo franco od loco.
TŁUMACZENIE
Gdy tłumacz zabierze się już do swojej pracy, korzysta z nie mniej istotnej niż znajomość języków umiejętności, czyli wyszukiwania informacji. Nasi tłumacze to mistrzowie researchu, którym żadna zagadka napotkana w projekcie nie jest straszna. Potrafią prowadzić te poszukiwania z użyciem własnych struktur białkowych, niekoniecznie bezkrytycznie przyjmując AI Overview.
A jakie mogą to być zagadki? Na przykład nieczytelny tekst odręczny, nietypowy akronim, dosłowne odniesienie do przyjętej branżowej klasyfikacji czy kryteriów oceny albo zapisana skrótowo informacja zrozumiała (prawie) wyłącznie dla specjalistów, do których skierowany jest tekst (a bywa i tak, że tylko dla samego autora).
Rozwikłanie takich łamigłówek wymaga połączenia zdolności językowych, znajomości danej tematyki i umiejętności wyszukiwania informacji, a także nieszablonowego myślenia. Przydaje się też odrobina pokory i świadomość, że nie da się wiedzieć wszystkiego, ale też nie wszystko da się wyszukać. Co robić w takiej sytuacji?
Jednym z rozwiązań jest zwrócenie się do klienta z prośbą o wyjaśnienie, co autor miał na myśli. Jeśli jednak to nie klient był autorem tekstu, sytuacja nieco się komplikuje. Ale czy jest beznadziejna? Oczywiście, że nie! Zawsze możemy skonsultować się z jednym z naszych zaprzyjaźnionych ekspertów-praktyków z różnych dziedzin – a znamy ich wielu 😉. A gdy i to nie pomoże? Wówczas, jeżeli nie pracujemy w reżimie ścisłej poufności, sięgamy po metody mniej oczywiste i na przykład kontaktujemy się z placówką, która wydała dokument, albo bezpośrednio z jego autorem – o ile jest nam znany. Robimy więc wszystko, co w naszej mocy, aby zapewnić, że nic, co wymaga przekładu, nie pozostanie nieprzetłumaczone.
Kontrola jakości
To, co innym wyznacza granice, dla nas stanowi niezbędne minimum. Dlatego uzyskanie certyfikatu zgodności z normą ISO 17100 określającą wymagania w zakresie świadczenia usług tłumaczeniowych było dla nas czystą formalnością i odnawiamy go bezproblemowo od wielu lat. Zapisy tej normy dotyczą wszystkich aspektów procesu tłumaczenia, w tym kompetencji tłumaczy, zarządzania projektami, poufności czy zarządzania jakością. Norma ta wprowadza między innymi wymóg sprawdzenia gotowego tłumaczenia przez weryfikatora – to taka przejęta z innych branż zasada dwóch par oczu.
Ale dla nas to żadna nowość – w REDDO od zawsze realizujemy projekty z największą dbałością o każdy szczegół i z troską o najwyższą jakość. Każde z ponad 45 tysięcy tłumaczeń wykonanych przez nas w ciągu kilkunastu lat zostało poddane rygorystycznej weryfikacji, a w przypadku trudniejszych tekstów w proces zapewnienia jakości angażowana zostaje także trzecia para oczu i powiązany z nią mózg. W szczególnych przypadkach zdarza się, że nawet czwarta, chociaż to już tłok! Dbaliśmy o jakość, zanim stało się to modne (i wymagane 😉).
TRZY (NIEOCZYWISTE) CZYNNIKI ZAPEWNIAJĄCE JAKOŚĆ I TERMINOWOŚĆ
W jaki sposób możemy zagwarantować jedne z najbardziej pożądanych wartości w branży usługowej? Dzięki umiejętnemu wykorzystaniu dostępnych zasobów – nie tylko ludzkich, ale i cyfrowych.
Korzystając z pamięci i glosariuszy przygotowanych dla konkretnego klienta, jesteśmy w stanie ograniczyć do niezbędnego minimum ilość tekstu rzeczywiście wymagającego tłumaczenia. Pozwala to zoptymalizować czas pracy nad projektem, a to z kolei oznacza krótszy czas oczekiwania na realizację zlecenia.
Do jego skrócenia przyczynia się również odpowiedni dobór zespołu, czyli tłumaczy biegłych w danej dziedzinie. Ich specjalistyczna wiedza i doświadczenie sprawiają, że proces przekładu przebiega sprawnie, a dodatkowo gwarantują poprawność merytoryczną tekstu docelowego.
Wisienką na tym torcie korzyści jest kontrola jakości. Sokole oczy naszych weryfikatorów wypatrzą każdą podwójną spację, zbędny albo brakujący przecinek, czy z pozoru niewykrywalną literówkę.
A z połączenia tych mocy powstaje ona: JAKOŚĆ REDDO!