Blog

Niedawno jedna z najbardziej obleganych przez turystów austriackich miejscowości zmieniła nazwę. Radni poddali się, bo zbyt duża część budżetu była zużywana na zamawianie nowych tablic z nazwą miejscowości – średnio raz w miesiącu tablice były bowiem kradzione przez turystów. Mowa o Fucking, niewielkim austriackim miasteczku w powiecie Braunau am Inn, w gminie Tarsdorf. Od nowego roku miejscowość nazywa się Fugging. That suggs… Jest to jednak doskonały pretekst do otwarcia na nowo dyskusji na temat tłumaczenia nazw miejscowości.
Zarówno w mowie potocznej, ale też w przepisach, panuje nieporządek i wymienne stosowanie pojęć „działanie niepożądane” oraz „skutek uboczny”. Skutek uboczny (ang. side effect) i działanie niepożądane (ang. adverse drug reaction) mają zupełnie inne znaczenie kliniczne i należy je rozróżniać – tak w ustawodawstwie, dokumentach rejestracyjnych, jak i dokumentacji medycznej. Nierozróżnianie lub stosowanie wymienne działania niepożądanego i skutku ubocznego – również w trakcie tłumaczenia dokumentacji medycznej – prowadzi do nieporozumień, ale może także prowadzić do nieprawidłowego zgłaszania i interpretowania tych zjawisk. Te dwa pojęcia są często używane zamiennie, a skutki uboczne w znaczeniu działań niepożądanych nazywane są złymi skutkami ubocznymi – co utrudnia komunikację.
W czasach powszechnego korzystania z podpisu elektronicznego, robotyzacji licznych stanowisk, wszechobecnej informatyzacji i drastycznie malejącego popytu na pióra wieczne, narzędzia takie jak pieczęci odchodzą do lamusa. Prawdopodobnie duża liczba wychowanych na tabletach dzieci mogłaby mieć problem z odpowiedzią na pytanie – czym właściwie jest pieczęć? Czy to taki analogowy odpowiednik kodu QR?
Mózg, podobnie jak język, jest plastyczny – reaguje na zmiany otoczenia, rozwija się adekwatnie do warunków, w których się znajduje. Dowiedziono tego już 20 lat temu, podczas wielokrotnie cytowanych badań londyńskich taksówkarzy, którzy słyną z niesamowitej znajomości ulic tego ogromnego, poplątanego miasta. Ich mózgi okazały się różnić od przeciętnego mózgu rozmiarem struktury związanej z pamięcią i orientacją przestrzenną, czyli hipokampu – u taksówkarzy był znacząco większy! Kolejne badania udowodniły, że to nie ludzie o przerośniętych hipokampach wybierają karierę w zawodzie taksówkarza, lecz raczej jazda „z pamięci” po ulicach Londynu powoduje rozrost tego obszaru mózgu. Można zatem pokusić się o hipotezę – być może wszystkie zawody, które wymagają intensywnego korzystania z kilku funkcji poznawczych jednocześnie, znajdują odzwierciedlenie w ludzkim mózgu? Jak zatem wyglądałby typowy „mózg tłumacza”?

wyszukaj

Kategorie

Ostatnie wpisy